Dlaczego dla mnie ważne są mięśnie?
Pod jednym ze swoich postów dostałem komentarz: „Dlaczego Pan tyle ćwiczy, wystarczy poczytać braci Rożen i ćwiczyć 3 x w tygodniu nie więcej niż 15 minut”. Przyznam się szczerze, wpierw rozbawiła mnie ta narracja, obiecałem sobie, że się do niej odniosę.
Prosta odpowiedź
Najprościej bez wnikania w szczegóły, mógłbym odpowiedzieć prosto: bo chciałbym być samodzielny na starość, być chrupkim dziadkiem, co sam pojedzie do sklepu na rowerze i podetrze sobie tyłek. Nie będę obciążeniem dla innych. Trudno sobie wyobrazić, co będziesz robił na starość i że będziesz stary. To decyzje, które podejmujemy dziś, wpłyną na jakość naszego życia jutro i za kilkadziesiąt lat. Dziś możesz podjąć decyzję, czy będziesz spotykał ludzi w kolejce do lekarza, czy w parku na spacerze. Sprawne mięśnie zdecydują, czy będziesz poruszał się na wózku, czy na własnych nogach. Pomyśl, czy chcesz, aby twoje życie zależało od humorów innych osób?
Sarkopenia – złodziej mięśni
Wniknijmy w szczegóły. Sarkopenia, czyli postępujący spadek masy i siły mięśniowej, zaczyna się już około 30. roku życia, powoli postępuje do 50., a potem przyspiesza (ok. 6% utraty masy mięśniowej na dekadę). Mniej mięśni oznacza mniej siły – dziś przyniesiesz zakupy do domu, za jakiś czas nie będziesz miał na to mocy. Utrata ta dzieje się niezauważalnie, aż chód staje się niestabilny, łamiesz biodro lub udo, a po takim złamaniu i unieruchomieniu po dwóch latach umierasz (śmiertelność 11–23% w 2 lata u starszych).
Jak zatrzymać proces?
Jedyną szansą na powstrzymanie sarkopenii jest ruch, najlepiej trening oporowy (siłowy). Znamy powiedzenie „organ nieużywany zanika” – mięśni dotyczy to szczególnie. Regularnie zmuszając je do pracy, nie tylko zatrzymasz utratę, ale zbudujesz kapitał na starość.
Często marzymy, że na starość będziemy zwiedzać świat i robić ciekawe rzeczy. Tylko na te rzeczy trzeba mieć siłę i sprawność – to zależy od nas już dziś.
Koniec części 1. Za tydzień napiszę dlaczego dla osób walczących z otyłością ważne są mięśnie.
